Krok po kroku: krem z ekstraktem z czerwonego wina

Cenne właściwości czerwonego wina znane są już od czasów starożytnych. Postanowiłam ukręcić krem z jego ekstraktem:-). Ekstrakt nie tylko opóźnia procesy starzenia się skóry, ale również wzmacnia naczynia krwionośne i ujędrnia skórę

Oprócz ekstraktu z czerwonego wina, bardzo cennymi składnikami kremu są olej z pachnotki i olej z róży, mające bardzo szerokie spektrum działania-  od  przeciwtrądzikowego po przeciwzmarszczkowe. Pantenol i masło shea doskonale nawilżają skórę, działają łagodząco i gojąco. Koncentrat z aloesu regeneruje, ujędrnia i łagodzi podrażnienia. Niacynamid  zmniejsza transepidermalną utratę wody przez naskórek, wpływa na produkcję kolagenu. Przyczynia się do poprawy  nawilżenia skóry. Kolagen z elastyną natomiast,  nadają skórze aksamitny wygląd, tworzą na powierzchni skóry tworzy cienką warstwę – film chroniący przed wpływem otoczenia.

 

Krem bardzo dobrze nawilża, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Może być używany pod makijaż. Ekstrakt z czerwonego wina nadaje charakterystyczny fioletowo- śliwkowy kolor.

 

Składniki:

faza olejowa A:

  • MGS- 2,0
  • alkohol cetylowy – 1,5
  • monostearynian glicerolu- 1,0
  • masło shea- 3,0
  • olej z pachnotki- 5,0
  • olej z różu piżmowej- 5,0

faza wodna B:

  • hydrolat aloesowy- 23,5
  • aloes- 2,0
  • pantenol- 2,0
  • ekstrakt z czerwonego wina-?????
  • niacynamid-  1,0

faza C:

  • kolagen i elastyna- 1,0
  • DHA-BA- 5 kropli
  • olejek zapachowy- „krem maślany” – 3 krople

 

Sprzęt:

  • waga
  • łopatka do odważenia składników
  • 2 zlewki
  • łaźnia wodna
  • opakowanie na gotowy krem
  • mieszadło

Wykonanie:

Podczas robienia tego kremiku, napotkałam na pewne problemy;-)  zalecane stężenie ekstraktu z czerwonego wynosi tak do 3%. Postanowiłam użyć go w stężeniu 2% , czyli na 50g kremu 1,0g ekstraktu. Ekstrakt ma bardzo intensywne, bordowe zabarwienie, kremik który otrzymałam miał niezwykle intensywną śliwkowo-bordową barwę. Okazało się, że po nałożeniu na skórę intensywnie ją barwi. Szkoda mi jednak było go wyrzucać, ukręciłam więc dokładnie taki sam, tym razem bez ekstraktu, a na koniec porcjami dodawałam moją „winną esencję”. Tym razem byłam bardzo zadowolona z efektu.

 

  • do jednej zlewki odważam składniki fazy olejowej tj. monostearynian glicerolu, alkohol cetylowy , MGS i masło shea, zlewkę umieszczam w łaźni wodnej i ogrzewam do momentu rozpuszczenia wszystkich składników. Następnie  do tej samej zlewki odważam olej z pachnotki i olej z róży piżmowej, robię to na samym końcu, ponieważ te oleje tracą swoje właściwości przy podgrzewaniu.

  • Do drugiej zlewki odważam składniki fazy wodnej i wszystko dokładnie mieszam.

  • Obie zlewki umieszczam na moment w łaźni wodnej. Zawartość zlewki z fazą olejową dodaję do zawartości zlewki z faza wodną, cały czas przy tym mieszając.

  • Kiedy kremik nico ostygnie, dodaję do niego fazę C tj. kolagen i elastynę, konserwant i olejek zapachowy. całość ponownie dokładnie mieszam. Oczywiście z kompozycji zapachowej można zrezygnować,ja jednak lubię, gdy kremik ładnie pachnie. Nie mam zbyt wrażliwej cery, więc pozwalam sobie na jej dodatek. Z konserwantu również można zrezygnować, wówczas jednak kremik trzeba przechowywać w lodówce i możemy nim smarować naszą buzię nie dłużej niż 2 tygodnie.

Tak jak pisałam wcześniej, ma niezwykle intensywna barwę, w związku z tym postąpiłam tak jak opisałam wyżej.

 

 

Krem ma bardzo przyjemną konsystencję,  wyglądem przypomina mi jagodowy jogurt Zastanawiam się jaka zawartość procentowa ekstraktu, byłaby w tym kremie najbardziej optymalna…z pewnością będę jeszcze robić ten kremik, zacznę od stężenia 0,5%, napiszę wówczas swoje spostrzeżenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

3 thoughts on “Krok po kroku: krem z ekstraktem z czerwonego wina”

  1. Witam
    mój krem jest w podobnych proporcjach jeśli chodzi o fazę olejową i wodną do Twojego.
    Niestety nie jestem w stanie Ci podać ile dodałam oleju kokosowego finalnie, bo robiłam to na tzw. oko. Czyli dodawałam 3x po połowie łyżeczki. Za każdym razem sprawdzałam efekt. Po ostatniej porcji jestem zadowolona.
    To był w zasadzie mój pierwszy krem robiony w domu i substraty odmierzane były dość niedokładnie (na ile pozoliły mi warunki). Kolejne kremy planuję zrobić w laboratorium w pracy gdzie mam dostęp do sprzętu analitycznego.
    Mam teraz zamówienie od siostry i od mamy

  2. Super! Dziękuję Ci za wskazówki:-) Mój krem zawiera ok 35% fazy olejowej, jak duża musiałaby być ta dodatkowa porcja oleju?

  3. Zrobiłam podobny krem do Twojego. Zauważyłam, że po dodaniu dodatkowej porcji oleju (w moim przypadku kokosowego) znacznie poprawiła się wchłanialność i nawet krem o barwie nr1 nie pozostawia brunatnej barwy na twarzy.